Jak to się wszystko zaczęło:

Już czas by i moje Tasmany miały swoją norkę w sieci 😉

Przedstawiam Wam moje Stado, czyli wyjątkowe Tasmany, które obróciły mój świat o 180 stopni, zdezorganizowały moje życie, przemeblowały mieszkanie, rozłożyły na części pierwsze nie jeden przedmiot użytku codziennego (z komputerami, drukarkami, krzesłami, łóżkiem na czele), nie trafiły do kuwety jakieś milion razy, pogoniły nie jednego gościa i …. zaczarowały mnie na amen, teraz nie wyobrażam sobie życia bez Tasmanów. Część moich fretek to zwierzęta, które trafiły do mnie jako do Domu Tymczasowego i ze względu na przewlekłe problemy zdrowotne lub brak możliwości adopcji zostały.

Od lat zajmuję się adopcjami, fretki adopcyjne mają swój oddzielny pokój, gdzie czekają na Nowych Opiekunów, bywa iż ten czas to głównie leczenie i socjalizacja. Często zdarzają się fretki z guzami, wyłysiałe na skutek rujki lub przerostu nadnerczy, jak i fretki z zanikami mięśni – skutek trzymania non-stop w klatce przez byłych właścicieli.

Mamy pod opieką również fretki bardzo zadbane, które muszą szukać domu ze względu na zmiany życiowe u poprzednich właścicieli (często niezależne od nich, bo jak wiadomo różnie się życie układa). We wszystkich tych przypadkach ważne jest to, że były właściciel dokonał starań by fretka trafiła pod dobrą opiekę. Decyzje takie bywają trudne i często okupione potokiem łez. Jednak w konkretnych przypadkach najlepsze dla tych, których życie i zdrowie zależy właśnie od nas ludzi. Zdarza się również, iż fretki trafiają z interwencji Straży Miejskiej, małe klatki z przerażoną fretką w środku stawiane przy/lub w śmietniku nie są rzadkością.. Niestety.. Polskie wiosenne porządki pokazują jak wielu ludziom obce jest słowo „Empatia”. A przecież jeden telefon niewiele kosztuje..

Przedstawiam Wam tych, którzy zrewolucjonizowali moje życie, również te 2 duszyczki, których już fizycznie z nami nie ma: Kazia i Ahmeda.

 

Alwin nauczył mnie właściwie „co to jest” fretka. Alwiś to freciak spacerowy, można z nim szwendać się cały dzień, nocne spacery (tylko gdy jest ciepło, bo jest zmarźluchem) to jest to, co Alwin kocha najbardziej.

Urodził się w kwietniu 2007 roku w krakowskiej hodowli domowej u Juli. Jest Silverem, który wybarwił się prawie zupełnie na biało, śmiejemy się, że osiwiał jak poznał Sybillę.

Alwin człowieka nigdy nie ugryzie, ale od momentu gdy u nas pojawiła się Sybilla jest mało towarzyski w stosunku do innych fretek. Z Sybillą tworzą nierozerwalny duet, razem śpią jedzą, biegają, a nawet.. korzystają z kuwety 😉

Kto poznał Alwina wie, że to kochany Ogon, nie trzeba go reklamować. Chętnie uczestniczy w akcjach plenerowych Stowarzyszenia Przyjaciół Fretek.

Alwin jest też dawcą krwi, przy transfuzjach fretkowych. Złoty chłopak, tylko przez tę moją Sybillę wierny jednej fretce, z mordem w oczach zerka na inne osobniki swojego gatunku.

Ostatnio borykamy się z problemami nadnerczowymi, w związku z czym Alwin miał już implant Ferretonin, teraz jest na kuracji Lucrinem, a w najbliższej przyszłości ma mieć podany kolejny implant – tym razem Suprelorin.

Sybilla, czyli największa krzykaczka w okolicy 😉 Sybiś to DEW, podobno nawet półangora 😉 To pół Polka pół Niemka, z początku myśleliśmy, że właśnie dlatego nie rozumie za dobrze „nie wolno”, czy „nie morduj innych fretek”, jednak okazało się że przyczyną jest głuchota, niestety wada ta jest dosyć częsta przy tym umaszczeniu. Z głuchą fretką da się żyć 🙂 trzeba tylko wyrobić w sobie kilka nowych nawyków, jak m.in. „nie wchodzimy bez pukania” czyli staramy się nie dotykać jej jak nie widziała, jak wchodzimy do pokoju, a stoi do nas tyłem.

Sybilla urodziła się w marcu 2008 roku i od małej kluski była najbardziej rozdartym stworzeniem, jakie tylko można sobie wyobrazić. W końcu jej „babcia” Ewa ochrzciła ją Aria 😉

Gdy Alwin zobaczył szczeniaczka Sybiś pierwszy raz to chyba był bardziej przestraszony niż ona, ponieważ dźwięki wydobywające się z jej gardła słyszała cała dzielnica (a Alwin nawet jej nie dotknął). Czekałam kiedy do mieszkania wkroczy Policja 😉

Jak to mówią, gdy jeden zmysł mamy słabszy – wyostrza się inny. U Sybilli niestety wypadło na krzyki..

Sybiś „kocha” inne fretki, baaaardzo mocno 😉 Ogólnie to jest aspołeczna i ubóstwia tylko Alwina. No może kilka razy przyłapałam ją w hamaczku z Ahmedem, ale to na pewno da się jakoś wytłumaczyć 😉

Kaziu[*] vel Pumba to freciak, który mocno wbił się pazurkami w moje serce. Taki Fret jeden na milion. Ten „starszy pan” przyjechał tylko na Dom Tymczasowy, a został już na stałe. Większość życia (czyli w poprzednim domu) przesiedział w klatce, przyjechał do nas z rozrośniętym raczyskiem, łysy. Operacja dała nam te kilka wspaniałych miesięcy, o których nigdy nie zapomnimy.. Żył u nas bezklatkowo, jadł bez opamiętania, nie używał kuwety, nie lubił obcych, rządził całym Stadem, miał swoje dziwactwa i był cholernie inteligentnym stworzeniem, Kaziu..

Po operacji, rekonwalescencji i zaaplikowaniu implantu z melatoniną szybko przytył i zarósł futerkiem, wszystko szło ku lepszemu, pełen życia, jakby się narodził na nowo.. Niestety potem był nawrót, zupełnie niespodziewany ponieważ badania kontrolne nie przygotowały nas na to co miało nadejść. W ciągu kilku dni okazało się, że raczysko zaatakowało cały organizm.

Jego choroba i odejście zburzyło nasz cały świat i pisać o tym wciąż bardzo ciężko..

Siosia, czyli tchórzynka-poczciwinka.. Fretka, która każdego kocha i za wzięcie na ręce odwdzięcza się przytulaniem się z czułością..

Siosia jest ze Schroniska na Paluchu, początki były kiepskie, Siosia była niedożywiona, w permanentnej rui (wyłysiała), wystraszona, popiskiwała przy próbie kontaktu. Pierwsze dni u nas w domu to nie była prawdziwa Siosia, tylko bardzo rozbite w środku zwierzątko, przelęknione, zmęczone..

Gdy Siosia się zadomowiła i wszystkie badania zostały wykonane została poddana sterylizacji, szybko sierść odrosła i Siosia w mgnieniu oka doszła do siebie.

Mieliśmy spore problemy z włączeniem Siosi do stada, Białasy tworzyły zamkniętą grupę i Siosi nie chciały w hamaczkach czy przy zabawie. Siosia mieszkała, więc osobno. Jako, że jestem Domem Tymczasowym dla fretek adopcyjnych, co chwilkę mamy jakiś futrzastych gości. I tak Siosia obserwowała, obserwowała i sobie znalazła … Przyszedł do nas na DT Ahmed…. ale to już kolejna historia 😉

Ahmed [*] vel Misiak trafił na DT, przywiozłam go z domu, gdzie mieszkał na balkonie, nawet gdy było zdecydowanie za zimno, jak dla zwierzaka mieszkającego dawniej w domu.. Ahmed cały czas kaszlał (codzienne ataki), po zrobieniu RTG i pełnej diagnostyce okazało się, że ma trwałą niewydolność oddechową, płuca są w znacznym stopniu uszkodzone. Pomimo przyjmowania silnych leków zmarł.

Ahmed terroryzował wszystkich domowników, bez względu na stopień zafutrzenia. Był fetyszystą stóp, co noc mnie podgryzał, to silniejsze od Niego. Bardzo nam go brakuje..

Ahmed Okrąglinek.